piątek, 20 lipca 2018

Recenzja albumu „SUNSET” Honoraty Skarbek

Źródło: Mat. pras.

Wszechobecność. Termin, którym można posłużyć się by określić 10-letnią  działalność Honoraty Skarbek w polskim Internecie. W tym czasie 25-latka budowała swoją karierę będąc zarówno, blogerką/szafiarką, youtuberką, influencerką i wreszcie wokalistką. Wreszcie i przede wszystkim, ponieważ tak naprawdę to muzyka stała się najszerszym medium, którym Honorata przyciągnęła uwagę i sympatię setek tysięcy osób. Dotąd jej dorobek fonograficzny liczył trzy solowe albumy (nie uwzględniając reedycji). Po wydaniu czterdziestu utworów oraz otrzymaniu dwóch złotych płyt można legitymować się wprawą w przygotowywaniu chwytliwego materiału, ale nie zawsze. Jednak mówiąc o najnowszym wydawnictwie artystki zatytułowanym „SUNSET” trzeba to potwierdzić.

Włączając „SUNSET” usłyszymy zupełnie nową jakość, chociaż
przedsmak tego co wydarzyło się na tym krążku, odnotowałem na poprzednich
„Puzzlach”, zawierających  między innymi piosenkę „Biegnę”. W moim uznaniu
jest ona łącznikiem między wskazanymi wydawnictwami. Po raz drugi Honorata
Skarbek zaprezentowała kompletny zestaw nagrań w języku polskim. Staranny dobór
brzmień, kooperacja z kilkoma producentami, również zagranicznymi, a także
twórcami dużych hitów (Sarsa, Lanberry, Wojciech Byrski), to najważniejsze
elementy, które spowodować mogą sukces „SUNSET” na rynku.
Rozpoczynając odsłuch już od pierwszego, tytułowego nagrania swoją
obecność  zaznacza dynamika, która towarzyszyć będzie w niemal wszystkich
kompozycjach. Wyjątkiem jest tutaj ballada
„Chora”, w której gościnnie udziela się raperka Wdowa. To pierwszy raz gdy na solowej płycie Honoraty Skarbek pojawił się duet, w dodatku tak emocjonalny. Za muzyką do „Chorej” stoi Paweł Mildner, twórca poprzednich ballad Honoraty: „Fenyloetyloamina” i „Naga”. Obie spotkały się z dużym zainteresowaniem i aprobatą odbiorców. Opierając się na pierwszych wynikach słuchalności, wskazujących, że „Chora” poza singlami „Na Koniec Świata” i „Zasady”, przoduje w rankingu tracklisty „SUNSET” wynika, że szczerość przekazu słownego i sposób w jaki jest transmitowany to mocne cechy, stanowiące siłę Honoraty jako piosenkarki. Na szczególną uwagę zasługują dwa numery, mowa tu o „Złym Śnie” oraz „Na Pół”. Pierwszy z nich wyróżnia się dotąd nie spotkanym brzmieniem warstwy instrumentalnej w refrenie, błyskawicznie zapadającym w pamięci. Drugi, przypomnę „Na Pół” zaskakuje egzoterycznym i hipnotycznie przenikającym presetem. Nieco mniej poukładana „Euforia” potraktowana efektem „zakłócenia”, lekko odbiega od całości, ale przykuwa formą. „Świat Jest Nasz” niedawno ogłoszony trzecim singlem nie zaskoczył mnie niczym, nawet tropical housowym beatem. Wakacyjny klip, który go obrazuje spowodował, że częściej zacząłem odtwarzać ten kawałek. W rezultacie darzę go dużą sympatią.

    W oficjalnych materiałach prasowych na temat „SUNSET” czytamy: „Longplay opowiada historię od zachodu do wschodu słońca, przechodząc przez cały wachlarz emocji, które artystka przeżywała przez ostatnie 2 lata, czyli w czasie, w którym pracowała nad nowym materiałem. Problemy zawodowe czy zawirowania miłosne to tylko niektóre z tematów poruszanych przez Honoratę na  «Sunset» (...). O co dokładnie chodzi? To wokalistka pozostawia już do odgadnięcia słuchaczom”.
Po  wielokrotnym przesłuchaniu albumu, myślę, że mimo perturbacji i historii, o których mowa w wyżej zacytowanym tekście, Honorata otworzyła nowe drzwi na swojej drodze.
Odbiór „SUNSET” jest bardzo pozytywny, tak jak zamykające „Wielkie Oczy”. To jeden z najlepszych tytułów muzycznych tego roku.


 


Marek Chwedczuk

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz